Przejdź do głównej zawartości

Milczące mozaiki. O twórczości Stefanii Michałowskiej

Twórczość Stefanii Michałowskiej sytuuje się pomiędzy trwaniem i kruchością, między ciężarem wypalonej gliny a ulotnością liścia, między dyscypliną a potrzebą zachwytu. Jej obrazy ceramiczne, reliefowe mozaiki z setek ręcznie formowanych płytek, nie są prostym zapisem natury, lecz próbą zatrzymania jej rytmu w materii, która nie więdnie i nie przemija wraz ze zmianą pór roku. Jest to sztuka wyrastająca z uważnego patrzenia, a zarazem głęboko zakorzeniona w warsztacie i rzemieślniczej precyzji, która w epoce wizualnego nadmiaru przywraca wagę pojedynczemu, niepowtarzalnemu obiektowi. 

 Stefania Michałowska od 2005 roku konsekwentnie rozwija swoją drogę artystyczną w obrębie technik ceramicznych. Pełne, specjalistyczne wykształcenie zdobywała od Państwowego Liceum Plastycznego w Olsztynie po studia na Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu, gdzie kształciła się w zakresie projektowania ceramiki, wzornictwa oraz konserwacji i restauracji ceramiki i szkła, a następnie ukończyła studia magisterskie na kierunku sztuka i wzornictwo ceramiki . 

Ten wieloletni trening techniczny wyraźnie odcisnął się na jej twórczości, świadomej ograniczeń i możliwości materiału, a zarazem śmiałej w poszukiwaniu jego ekspresyjnego potencjału. Artystka koncentruje się na obrazach ceramicznych w formie mozaik, budowanych z ręcznie opracowanych elementów o zróżnicowanych kształtach, fakturach i barwach. Z takich fragmentów powstają kompozycje, które działają nie tylko na wzrok, ale niemal na zmysł dotyku. Kolory i linie wzajemnie się dopełniają, a regularny układ spoin między płytkami porządkuje całość i nadaje jej spokojny, czytelny rytm. 

Jej prace prezentowane były na licznych wystawach indywidualnych w Polsce m.in. w Warszawie, Białymstoku i Lusławicach a artystka jest laureatką I nagrody w konkursie Görlitzer ART (2016) oraz stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. 

Choć jej dorobek wpisuje się w ciągłość tradycji ceramicznej, Michałowska nieustannie aktualizuje ją poprzez osobiste doświadczenie natury. Jak sama mówi: „Przetwarzam to, co znajduję w naturze w sztukę. To punkt wyjścia, bardzo wdzięczny i wygodny. Kolor, kształt, to, jak odbija światło, faktura, dotyk, zapach; wszystkie zmysły mają tu znaczenie” . Rośliny stają się w jej obrazach bohaterami portretowanymi nie z fotograficzną dokładnością, lecz z dążeniem do uchwycenia ich charakteru, nastroju, wewnętrznej energii. 

W cyklu prac poświęconym drzewom ta portretowa strategia nabiera szczególnej intensywności. Drzewo, organizm zakorzeniony w ziemi, a zarazem wznoszący się ku światłu staje się dla Michałowskiej figurą trwania, świadkiem czasu, formą niemal antropomorficzną w swojej samotności i godności. 
Drzewo I

„Drzewo 1” ukazuje monumentalny pień pozbawiony liści, wznoszący się pionowo na tle intensywnej czerwieni przechodzącej w pomarańcze i żółcie. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z niebem, rozświetloną przestrzenią czy raczej umownym polem koloru, bardziej stanem niż konkretnym miejscem. Szarobrązowa kora, zbudowana z rytmicznie ułożonych ceramicznych fragmentów, nosi w sobie ślady czasu: drobne nierówności i subtelne zmiany tonu. Na pierwszy rzut oka obraz może wydawać się surowy, jednak przy dłuższym patrzeniu ujawnia się inna jakość, skupiony spokój i cicha stabilność bijące z masywnego pnia, który trwa niewzruszenie pośród rozedrganego tła. 
Drzewo II
W „Drzewie 2” narracja ulega subtelnemu przesunięciu. Zamiast jednego bohatera pojawiają się dwa drzewa o rozłożystych, szeroko rozpiętych gałęziach. Tło zbudowane z odcieni ciemnej i jasnej zieleni  sugeruje przestrzeń bardziej przyjazną, być może wypełnioną liśćmi, być może jedynie obietnicą ich powrotu. Kompozycja jest lżejsza, bardziej otwarta, a jednocześnie pełna wewnętrznego ruchu. Ceramiczne płytki układają się w taki sposób, że linie gałęzi zdają się drgać, jakby poruszane podmuchem wiatru. Ten niemal kinetyczny efekt potęguje wrażenie, że obcujemy nie z martwym obrazem, lecz z fragmentem zatrzymanego procesu, chwilą która trwa.

Inna jej praca, „Perukowiec”, przynosi wyraźne wyciszenie. Przedstawia drzewo z rodzaju Cotinus roślinę o bogatej, rozgałęzionej strukturze kwiatostanów, występującą na obszarach od południowej Europy po Azję i Amerykę Północną. Michałowska ukazuje je na tle zieleni, liście otoczone są miękkimi, krzewiastymi formami w szczycie kwitnienia, budując kompozycję bardziej horyzontalną, osadzoną w ziemskim porządku. To obraz, w którym nie ma dramatycznego kontrastu ani napięcia pomiędzy figurą a tłem. Jest raczej spokojna koegzystencja, drzewo wpisane w swoje środowisko, oddychające razem z nim. 


Michałowska wielokrotnie podkreśla, że jej obrazy są „okienkami do innych światów” kompozycjami otwartymi, ale skondensowanymi przez nadmiar bodźców współczesności. 
„Nie lubię zamkniętych kompozycji, moje obrazy to takie okienka do innych światów. Moje kompozycje są otwarte, ale zazwyczaj nie mają oddechu. Są ściśnięte, bo tak też je czuję. Mało czasu, wiele tematów. Mało przestrzeni wiele bodźców” – mówi artystka. 
Drzewa z jej obrazów nie są więc jedynie elementami krajobrazu. Są portretami bytów, które podobnie jak ludzie trwają w napięciu pomiędzy ograniczeniem a potrzebą wzrostu. W jej rozumieniu sztuka nie polega więc na prostym kopiowaniu natury: „Dziełem sztuki nie jest ładny kamyk znaleziony nad morzem czy majestatyczne drzewo. Mogą wzruszać, podrywać w naszej duszy wzniosłe rejestry, ale to nie to. Sztuka to dążenie do ideału. Musi być w niej zawarta celowość” . Drzewo staje się więc materiałem do przetworzenia, punktem wyjścia do budowania własnego, autonomicznego świata podporządkowanego wrażliwości twórczyni, jej doświadczeniu koloru, struktury i światła. Twórczość Stefanii Michałowskiej jest szczególnym rodzajem dialogu: pomiędzy naturą a kulturą, przypadkiem a kontrolą, zmysłowym doświadczeniem a intelektualnym porządkiem formy. Jej obrazy ceramiczne przypominają, że zachwyt nie musi być chwilowy, można go utrwalić w materii odpornej na czas, glinie. 

Galeria Sztuki Inwestycyjnej 3u10, prezentując wystawę „Drzewa, Milczące Obecności”, stworzyła przestrzeń, w której ta szczególna wrażliwość mogła wybrzmieć w pełni: jako propozycja estetyczna, filozoficzna i kolekcjonerska zarazem. W świecie przyspieszonej konsumpcji obrazów ceramiczne mozaiki Michałowskiej wymagają zatrzymania,. długiego spojrzenia, wsłuchania się w ciszę, która w nich rezonuje. 


Być może właśnie w tej ciszy, w tej niepozornej „milczącej obecności”, kryje się ich największa siła: obietnica, że piękno choć tylko muskane „końcami palców”, jak mówi artystka może jednak trwać. A wraz z nim trwać może pamięć o tym, że sztuka nie jest ucieczką od świata, lecz sposobem jego głębszego zamieszkania. 

Tekst: Wiktoria Kucharczyk

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Między cieniem a pustką. O malarskiej filozofii Filipa Łozińskiego

  ,,Artysta niepoważny" Mniej znaczy więcej Motto modernistycznej estetyki staje się punktem wyjścia do analizy malarstwa Filipa Łozińskiego. Jego twórczość można odczytywać jako próbę uchwycenia relacji między prostotą formy a złożonością ludzkiego doświadczenia. Redukcja, cisza i geometryzacja przestrzeni pełnią u niego funkcję nie tylko formalną, lecz także filozoficzną.  Łoziński jest artystą, który stawia pytania zarówno dziełu, jak i odbiorcy. Kompozycje są zgrane kolorystycznie, ujawniają minimalizm jako najpełniejsze pole wyrazu. Ograniczenie formy służy poszukiwaniu tego, co konstytuuje istnienie. Pustka nie jest wyłącznie elementem estetycznym, ma wymiar ontologiczny. To aktywny element kompozycji, przestrzeń, w której człowiek po prostu jest.  Postaci są anonimowe, nie mają twarzy, często, choć nie zawsze, są zwrócone tyłem do widza. Ukazywanie ich z lotu ptaka wprowadza nastrój cichego obserwatora, anonimowego uczestnika zdarzeń. Łoziński przełamuje artystyczn...

Ciało kobiece - źródło fascynacji, tabu i symbolu

  Korzenie Drzew 5    Ciało ludzkie od zawsze było jednym z centralnych tematów sztuki. Pojawiające się wśród przedstawień zwierzęcych, stało się nośnikiem znaczeń symbolicznych i religijnych. Na przestrzeni wieków sposób ukazywania sylwetek ulegał przemianom, odzwierciedlając wyobrażenia o naturze człowieka i jego roli we wszechświecie. Ciało kobiece od początku ściśle wiązano z symbolem płodności i życia. W okresie prehistorycznym skupione było na funkcji, odrzucając ścisły realizm przedstawień. Miało wyrażać treści religijne, a nie indywidualność jednostki. Nie miało też jednoznacznie erotycznego charakteru. Takie pojmowanie trwało do czasu, gdy w sztuce greckiej przedstawienie figuralne nabrało wymiaru estetycznego, sformalizowanego w kanonie piękna. Przełom przyniosły prace Praksytelesa, który jako pierwszy ukazał w pełni nagą boginię - Afrodytę. Nagość stała się symbolem piękna duchowego, zgodnego z platońskim ideałem kalokagathii. Rzeźba Afrodyty Knidyjskiej przen...